środa, 13 lutego 2013

Rozdział III.



Wyszłam z sali i usiadłam koło Nicolasa.
- Czemu wyszłaś od taty?- zapytał
-
 Prosił mnie o to, bo chciał zostać z mamą – odpowiedziałam.
- Może pójdziesz ze mną do parku, a później wrócimy razem do domu? –zaproponował.
- Dobra, tylko pójdę powiedzieć mamie żeby mnie nie szukała- oznajmiłam.
Razem z Nicolasem, wyszliśmy ze szpitala i skierowaliśmy się w stronę parku. Gdy już tam dotarliśmy zobaczyłam wczesno wiosenne drzewa, które zaczynały się zielenić. Usiadłam zamyślona na ławce obok chłopaka wciąż myśląc o tym, co było zapisane w liście.
- Wiesz, tak naprawdę nic o sobie nie wiemy – stwierdziłam.
- To opowiedz mi coś o sobie – powiedział.
- Nie, ty pierwszy. O mnie trochę już wiesz, a ja o tobie prawie nic – nalegałam.
- Dobra. Więc moi rodzice się rozwiedli, mieszkam sam czasami wpada tylko sąsiadka zobaczyć czy żyję. Ojciec mieszka we Włoszech, czasami jeżdżę do niego w wakacje. – krótko, opisał swoje życie
- Teraz twoja kolej – rzekł
- No to moją mamę zdążyłeś już poznać. Tato, no wiesz jest chory. Moja matka jest Włoszką. Rok po moich narodzinach przeprowadziliśmy się tutaj. – powiedziałam
Siedzieliśmy dłuższą ciszę w ciszy. Wydaję mi się, że on myślał o swoim życiu. Ja natomiast myślałam o tym przeklętym liście i biednym ojcu. W pewnym momencie wyrwało mi się głupie pytanie.
- Jeśli się do ciebie przytulę, nie będzie to trochę dziwne? – zapytałam
- Chyba będzie, ale możesz – powiedział, śmiejąc się
Przytuliłam się do niego i siedzieliśmy tak dopóki się nie ściemniło.
- Wracajmy do swoich domów, bo zaczyna się robić ciemno- stwierdziłam
- Chodź, odprowadzę cię – powiedział
Po drodze spotkaliśmy moją przyjaciółkę Veronicę, która była wysoką prześliczną blondynką, miała figurę modelki i jej chłopaka Matta. Dawno jej nie widziałam, ponieważ wyjechała do matki do Australii.
- Hej Georgina! - krzyknęła do mnie i podbiegła się przywitać. 
- Tak bardzo się za tobą stęskniłam – powiedziałam ze łzami w oczach i przytuliłam ją
Dość długo stałyśmy i rozmawiałyśmy o wszystkim, co  działo sie przez ten czas, kiedy sie nie widziałyśmy. W pewnym momencie spostrzegłam, że Nicolas gdzieś zniknął.
- Muszę, już wracać do domu- wydukałam
- Spotkamy się jutro u mnie i sobie jeszcze pogadamy ok? – zapytała
- Jasne, to do jutra. Cześć – odpowiedziałam i pożegnałam się z Veronicą
- Cześć Matt – dodałam, po chwili
Pomachał do mnie, a ja poszłam w swoją stronę.  Gdy już stanęłam przed domem zauważyłam, że drzwi są otwarte. Cholernie bałam się, że ktoś jest w środku, mama jeszcze nie wróciła i nie wiedziałam, co robić. Weszłam do środku było okropnie cicho i ciemno. Włączyłam światło i usłyszałam głosy. Wiedziałam, że muszę stąd uciekać, ale coś kazało mi iść na górę. Weszłam na górę po schodach, cały czas kierując się w stronę pokoju, z którego dochodziły głosy. Zakradłam się do pomieszczenia, w którym świeciło się światło i obserwowałam, niezauważona.  Byłam tam ta cholerna kobieta, która cały czas mnie prześladuje i Nicolas. Zastanawiałam się, co on tu robi. Nagle kobieta zwróciła się w moją stronę.
- Chodź tutaj skarbie, przecież cię słyszymy – powiedziała
Podeszłam do nich i wysłałam pytającą minę Nicolasowi. Chłopak popatrzył się na mnie ze smutkiem.
- No chłopczyku, może powiesz Georginie, kim jesteś naprawdę?- zapytała
- A może ty jej powiesz, kim ty jesteś?- odpowiedział pytaniem
Zastanawiały mnie tylko dwie rzeczy, o co im chodzi i co robią w moim domu.
- Nie możecie rozmawiać gdzieś indziej? – zapytałam, śmiejąc się
- Rozmawiamy o tobie, więc raczej nie – odpowiedziała, szorstko kobieta
- Może sobie stąd pójdziesz? – zapytał Nicolas
- Raczej zostanę tutaj, jeszcze przez trochę- odparła
- Denerwujesz mnie- dodała, wbijając nóż w brzuch chłopaka i znikając
Stałam sparaliżowana cały czas patrząc na Nicka, który nagle, szybkim ruchem wyciągnął sobie nóż. Zdziwiona spojrzałam, że z rany w ogóle nie leciała krew.
- Jak to możliwe? – zapytałam
- Przecież ona wbiła ci go w brzuch- kontynuowałam
Nicolas dalej milczał i tylko na mnie patrzył.
W końcu zebrał się w sobie i zaczął mówić.
- Ja.. Ja nie jestem tacy jak inni ludzi nie jestem normalny- wydukał
- A.. Ale jak to nie jesteś "normalny" ? – zapytałam, przerażona 


Witajcie. Oto trzeci rozdział. Mamy wielką nadzieję że się Wam spodoba. Prosimy o komentarze. :)

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział II .



Stała tam jak gdyby nigdy nic i patrzyła się na mnie. Była ubrana w długą, czarną suknię.
-Ostrzegam Cię, niedługo ktoś może umrzeć z twojej rodziny- powiedziała
Gdy tylko usłyszałam te słowa zrobiło mi się słabo i zemdlałam. Obudziłam się w nieznanym mi miejscu z okropnym bólem głowy. Spróbowałam się rozejrzeć  lecz głowa nie dawała o sobie zapomnieć i nie mogłam się podnieść. Nagle do pokoju wszedł Nicolas z nożem w ręku.
- Nie zabijaj mnie- krzyknęłam
- Zwariowałaś ! Nie chcę cię zabić, po prostu gotowałem i usłyszałem że się obudziłaś- powiedział
-Mogłeś chociaż odłożyć ten nóż- rzekłam
- Przepraszam, że cię wystraszyłem. Potrzebujesz czegoś ?– zapytał
- Masz jakąś tabletkę na ból głowy?- odpowiedziałam pytaniem
- Jasne, zaraz ci dam- powiedział
Podniosłam się do pozycji siedzącej i zobaczyłam pięknie wystrojony pokój. Nicolas podał mi  szklankę wody i tabletkę. Połknęłam ją i popiłam wodą. Nicolas wrócił do kuchni a ja dalej siedziałam  póki nie przyniósł jedzenia. Podniosłam się i usiadłam przy stole. Chłopak nałożył na talerz jajecznicę i podał go mi. Poszedł jeszcze po dzbanek kawy i zapytał czy napiłabym się. Odpowiedziałam mu że tak i jedliśmy  w ciszy. Po skończonym jedzenie, usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor.
-Dlaczego poszłaś do lasu? – zapytał
-Chciałam się przejść. A ty co tam robiłeś? Śledziłeś mnie? – zapytałam
-Nie, to jest moje ulubione miejsce, lubię je odwiedzać – odpowiedział
-Tak się dziwnie składa bo moje też – powiedziałam
-Nigdy cię tam nie widziałem – stwierdził
-Muszę już iść , mama się będzie martwić, jak wychodziłam to nic nie zjadłam- rzekłam
-No właśnie, dlatego zemdlałaś. Miałaś szczęście że ja tam byłem- powiedział
- Odprowadzę cię – dodał
Wyszliśmy z jego domu i skierowaliśmy się w stronę mojego. Nagle spotkaliśmy moją, zapłakaną mamę.
- Mamo! Co się stało?- zapytałam
- Twój tata.. – urwała
- Co z nim? Gdzie on jest?!- krzyknęłam
- Miał zawał. Musisz jechać ze mną do szpitala.- powiedziała, ledwie łapiąc oddech
- Georgina iść z tobą ? –zapytał Nicolas
- Tak, chodź – odpowiedziałam, biegnąc za mamą
Dobiegliśmy do samochodu i wsiedliśmy w trójkę do samochodu.
-Mamo  jak to się stało? – zapytałam
-Nie mam pojęcia, już go takiego znalazłam- odpowiedziała
-Szukałam cię, gdzie byłaś? Czemu nie odbierałaś telefonu- zapytała
- Była ze mną – powiedział Nicolas, włączając się w rozmowę
Nagle nastała cisza i już nikt nie odezwał się ani słowem dopóki nie dojechaliśmy do szpitala.
Pędem weszliśmy do budynku i mama poszła do recepcji by zapytać gdzie leży tato. Po chwili wróciła i powiedziała że musimy czekać bo na razie nie możemy do niego wejść. Czułam się winna że nie zostałam w domu, może nic by mu się nie stało. Mama poszła gdzieś, nawet nie wiem gdzie. Byłam zmęczona i smutna. Koło mnie siedział Nicolas, był jakiś taki nie obecny. Poczułam się zmęczona, oparłam głowę na jego torsie i zasnęłam.
Ktoś zaczął mnie szarpać, przebudziłam się. To był Nicolas.
- Twój tata się obudził, możesz do niego wejść. – powiedział
Gdy tylko usłyszałam że mogę wejść do taty, zerwałam się na równe nogi. Pielęgniarka mnie do niego zaprowadziła. Weszłam do sali, leżał poprzypinany do tych wszystkich rurek i był całkiem blady. Mama weszła ze mną, była cała zapłakana. Od razu podbiegłam do szpitalnego łóżka i przytuliłam się do niego. Próbował coś powiedzieć ale mu nie wychodziło.
Minęła chwila, tato nachylił się do mnie i powiedział że dostałam list od niej i kazał poczekać aż mama wyjdzie z sali.
- Mamo, przyniesiesz tacie coś do picia? – zapytałam
Mama lekko zdziwiona, wyszła z sali. W tym czasie tato wskazał mi miejsce w którym ukryty jest list. Szybko podeszłam do szuflady i wzięłam go.

Droga Georgino !

Radziłabym Ci uważać na Nicolasa, ma tajemniczą moc. I pamiętaj o ostatnim ostrzeżeniu.

K.
Gdy mama weszła , tata powiedział żebym zostawiła ich samych i wyszłam.



Mamy nadzieję że spodobał Wam się nasz drugi rozdział. Czekamy na Wasze komentarze.   :) 

czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział I.



Byłam w szoku i postanowiłam zejść na dół do kuchni, aby się czegoś napić. Schodziłam  cicho po schodach, uważając żeby nie obudzić rodziców. Usłyszałam krzyk, okropnie się wystraszyłam i pobiegłam w miejsce skąd dochodził.
W kuchni zobaczyłam moją mamę, była umazana krwią i pochylała się nad czymś. Odwróciła się w moją stronę i zauważyłam moją kochaną suczkę. Labrador był cały we krwi, od razu do niej podbiegłam. Nie żyła, moja wierna towarzyszka była martwa.
Usłyszałam że ktoś wchodzi i wychyliłam się żeby zobaczyć kto to. Do domu razem z moim tatą weszli dwaj policjanci i jacyś dziwnie ubrani ludzie.
- Gdzie leżą zwłoki psa?- zapytał jeden z ludzi
- W kuchni proszę za mną – odpowiedziała moja matka, zimnym tonem
-To definitywnie, musiało być zabójstwo. – stwierdził
-Czy zauważyli państwo jakieś ślady włamania? – zapytał policjant
-Oczywiście że to było zabójstwo, przecież sami nie zabiliśmy własnego psa-prychnęłam, sama do siebie
Szukanie nie wiadomo czego trwało jeszcze z godzinę, a potem stwierdzili że żadnych śladów nie ma i postanowili zabrać zwłoki. Nagle, policjant zauważył jakąś kopertę. Oczywiście w kolorze krwi. Podniósł ją i otworzył. Stwierdził że jest przeznaczona do Georginy i zapytał czy jakaś tu mieszka. Od razu moja matka mnie zawołała i funkcjonariusz podał mi list do ręki.

                                         Droga Georgino

Uważaj, życie można bardzo łatwo stracić. Twój pies nie cierpiał zbyt długo. Lepiej pilnuj siebie i swojej rodziny.
                                                                                                          K.

Nagle zakręciło mi się w głowie, chyba upadłam i straciłam przytomność. Obudziłam się w nieznanym mi ogrodzie. Wszędzie rosły piękne róże. Zaraz, czarne róże? Na ławce siedziała kobieta, na oko miała ponad trzydzieści lat. Gestem ręki, przywołała mnie do siebie.
-Witaj Georgino – powiedziała
- Kim jesteś i skąd znasz moje imię – zapytałam
-Wiem o tobie wszystko. Nie ważne kim ja jestem , ważne kim ty jesteś – odpowiedziała
-Ty piszesz do mnie te listy! To ty zabiłaś mi psa! – zaczęłam krzyczeć
- Może tak, może nie skarbie. Do zobaczenia następnym razem.- powiedziała i zniknęła wraz z moim snem
Obudziłam się, cała spocona i zmęczona. Popatrzyłam na zegarek , na którym widniała godzina ósma. Postanowiłam wstać i wziąć prysznic. Wykąpałam się i ubrałam, a potem  zeszłam do kuchni, na śniadanie.
- Witaj słoneczko. Co chciałabyś zjeść na śniadanie? – zapytała mama
- Mamo, nie jestem głodna - odpowiedziałam
- Wychodzę - dodałam, kierując się w stronę przedpokoju
- Kochanie, musisz coś zjeść- usłyszałam, wychodząc
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę mojego ulubionego lasku, który odwiedzam od małego. Byłam strasznie zamyślona i wpadłam na przystojnego chłopaka w moim wieku. Był wysokim skejtem, od długich, brązowych lokach, śnieżnobiałych zębach i zielonych  oczach. Przypatrywaliśmy się sobie przez chwilę. Spojrzałam mu w oczy i poszłam w swoją stronę. Nagle, ktoś złapał mnie za rękę 

- Hej, zaczekaj, jak masz na imię? – zapytał nieznajomy
- Georgina- odpowiedziałam
Po chwili zdałam sobie sprawę że on ciągle trzyma moją dłoń. Lekko zarumieniłam się z tego powodu.
- Mam na imię Nicolas – powiedział i puścił moją rękę
- Może kiedyś się spotkamy? – zapytał
- Z pewnością, muszę już iść- powiedziałam
- Do, zobaczenia Georgino - powiedział i pocałował mnie w rękę. Byłam lekko zdziwiona i nie wiedziałam co powiedzieć. Zaraz po tym Nicolas poszedł w swoją stronę. Stałam tam jeszcze chwilkę i poszłam do lasku. Gdy już tam dotarłam, zobaczyłam kobietę. Była bardzo podobna do tej z mojego snu .


 Mamy nadzieję że spodoba wam się nasz pierwszy rozdział. Prosimy o komentarze :)
 

wtorek, 5 lutego 2013

Prolog.



                                        PROLOG

 Obudziłam się i od razu wyskoczyłam z łóżka. Byłam po raz pierwszy od dawna wyspana. Odsłoniłam żaluzje i zobaczyłam ciemność . Coś mi tu nie grało. Popatrzyłam na zegarek i zdałam sobie sprawę że jest 2 w nocy.
No pięknie – pomyślałam
Pierwszy dzień wakacji, jeszcze wczoraj kończyłam gimnazjum, trzymałam świadectwo w ręku. Dzisiaj w końcu od tego odpocznę od nauki i tego stresu. Stałam i wpatrywałam się w ciemność. Podeszłam do mojej nocnej szafki i włączyłam lampkę. Pokój nieco się rozjaśnił i mogłam zobaczyć mój jaśminowy pokój. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w ciemny sufit. Nagle usłyszałam trzask i okno otworzyło się.
-Co do cholery – krzyknęłam
Do pokoju zaczęło napływać zimne powietrze i nagle coś wpadło do środka. Próbowałam podejść do tego co tam leży, ale sparaliżował mnie strach. Nieoczekiwanie okno zamknęło się. Dalej stałam jak słup soli nie wiedząc w ogóle co się przed chwilą zdarzyło. Minęło kilka sekund, minut a może godzin i w końcu zebrałam się w sobie i ruszyłam w kierunku przedmiotu który leżał na podłodze. Akurat w tym miejscu było ciemno, więc nie widziałam go dokładnie. Spróbowałam podnieść ów przedmiot jedną ręką lecz był zbyt ciężki. Uniosłam go w dwie ręce i zaniosłam na łóżko. Zapaliłam światło i okazało się że to nie jest jakiś kamień, ani nic takiego co sobie myślałam. Była to mała, pięknie zdobiona skrzyneczka. Na pokrywie wygrawerowana była piękna czarna róża. Byłam strasznie ciekawa co znajduję się w środku, toteż niezwłocznie je otworzyłam. Moim oczom ukazała się piękna, srebrna bransoletka na której widniało moje imię. Była wysadzana gdzie nie gdzie mały brylantami. Od razu wyciągnęłam ją z pudełka, a zaraz po tym dostrzegłam list. Bezzwłocznie odłożyłam  bransoletkę i wyciągnęłam list. Na pierwszy rzut oka była to zwykła kartka papieru, złożona na cztery części. Rozłożyłam ją i zobaczyłam pięknie napisaną treść listu :

Droga Georgino
Zaczynasz nowy rozdział w swoim życiu, nowa szkoła i nowe znajomości. Uważaj na niektórych mogą nie być tym kim myślisz.
Z wyrazami miłości. K.

Mamy nadzieję że spodobał Wam się nasz prolog. Czekamy na Wasze komentarze. 
                                       Justyna i Karolina :)  

Kilka słów o głównej bohaterce.



Imiona: Georgina Cornelia
Nazwisko: Evans
Wiek: 15 lat
Pochodzenie: Angielka
Miejsce zamieszkania: Obecnie Liverpool
Wygląd : Brunetka o długich, falowanych włosach i zielono-niebieskawych oczach. Ma około 176 cm wzrostu i jest szczupła. Jasna karnacja i ciemno, czerwone usta to jej znak rozpoznawczy.

Powitanie :)



                                         Witajcie!
 
Od dziś zaczynamy swoją przygodę z blogowaniem.
Ten blog założyłyśmy po to aby podzielić się z wami naszym wspólnym opowiadaniem o wampirach. Myślimy że Wam się spodoba.
                                                        Pozdrawiamy Justyna i Karolina
PS. Zaraz dodamy prolog.